Sklep Fundacji Canis

sklep fundacji canis Sklep Fundacji Canis, gdzie kupisz upominki, ozdoby, antyki, przedmioty artystyczne, malarstwo, linoryt - cały dochód przeznaczony jest na pomoc dla zwierząt.

Kup sobie prezent i wspomóż zwierzaki.

 

Diksi - koteczka do adopcji

kotka do adopcjiKoteczka Diksi pilnie szuka nowego domu - jest grzeczna, zdrowa, wysterylizowana i bardzo przymilna. 

Diksi była bita  przez kilka innych kotów w ośrodku adopcyjnym i nie chce przebywać z innymi kotami w tym samym pokoju.  Dlatego jedynym dla niej wyjściem jest małe i ciasne pomieszczenie, gdzie jest sama.  adopcja

 

koty kotki


W pewien zimowy wieczór przyjechałam do lecznicy z moim ubiegłorocznym znaleziskiem o imieniu Okruszka. Nie dość, że chuchro, to na dodatek alergiczne, więc bywamy na odczulaniu przynajmniej raz w tygodniu. Do przychodni wchodzi się z ulicy przez przeszklone drzwi, dalej jest korytarz i schody w górę - poczekalnia i gabinety mieszczą się na piętrze. Nieco zdziwił mnie widok sporej torby podróżnej porzuconej w korytarzu tuż przy wejściu, ale nie na tyle, by się nią bliżej zainteresować. Ktoś wyjął zwierzaka i zaniósł na rękach, pomyślałam.
Zajęłyśmy z Okruszką ostatnie wolne krzesło - przed nami zamierzały leczyć się trzy psy i jeden kot. Kiedy po ponad godzinie pakowałam moją kicię do kontenerka, a wszyscy poprzedzający nas pacjenci dawno opuścili lecznicę, na górę wdrapał się po schodach jamnik ciągnący na smyczy zasapanego starszego pana.

Czytaj więcej: Miesiąc podrzutków

koty i kotkiDzikie dziki
czyli pewna kocia gromadka na naszym osiedlu

Dziki dzik - tak w kręgach kociarzy zajmujących się dokarmianiem i opieką nad kotami wolno żyjącymi zwykło się mówić o tych osobnikach, które boją się człowieka.

"Dzik" nie pozwoli się dotknąć, ba, nawet nie podejdzie do wyłożonego w miseczce jedzenia, jeśli jakikolwiek przedstawiciel rodzaju ludzkiego znajduje się w jej pobliżu. Jeżeli stan zdrowia takiego kota jest na tyle zły, iż konieczna jest wizyta u lekarza weterynarii, do odłowienia go musimy użyć specjalnej klatki-łapki. Tak samo, gdy chodzi o wysterylizowanie delikwenta.

Czytaj więcej: Dziki dzik

koty i kotkiMoja wojna podjazdowa

Osobiście poznałam swojego zaciekłego wroga. Jest mój tylko częściowo, ponieważ gros agresji kieruje przeciwko kotom. Wróg występuje w dwóch osobach (plus pies, ale jego bym w to nie mieszała, przecież nie ponosi odpowiedzialności za zachowanie właścicieli).
Wróg widzialny jest niedużą, niestarą kobietą - to z nią miałam nieprzyjemność wejść w kontakt wzrokowy, słowny, a nawet trochę fizyczny. Wrzeszcząc, zabijała mnie spojrzeniem i próbowała szarpać za rękę dzierżącą karmicielski ekwipunek.
Ale zacznę od początku. Pod oknem piwnicznym, dostępnym dla kotów, zostawiałam późnym wieczorem garść chrupek i plastikowy pojemnik z mlekiem. Jest to jedno z trzech miejsc karmienia, tam dożywiam starego kocura, który nie lubi się bratać z kocią gawiedzią i nie przestrzega terminów pojawiania się na kolacji.
Gdy rano chodziłam sprzątnąć pojemniczek po mleku, zawsze zastawałam go w formie placka. Rozdeptany. Wgnieciony w ziemię. Zabierałam więc śmiecia, wieczorem stawiałam nowe pudełko - i tak w kółko. Aż niedawno w biały dzień zobaczyłam tę panią w trakcie działań niszczycielskich - trach!, jeszcze ruch okrężny piętą i pełna satysfakcja, naczynie nie istnieje.
Nie zdążyłam podejść, by spytać ją, czemu to robi, ale wyjaśnienie otrzymałam wieczorem. Pani czekała na mnie na klatce schodowej, a za plecami miała zabezpieczenie w postaci otwartych drzwi swojego mieszkania. Zza owych drzwi dobiegał głos niewidzialnego pana, zagrzewający żonę (?) do boju. Pan jest ponoć byłym wojskowym, więc jego zachowanie jest w pełni uzasadnione - generałowie nie wystawiają swych cennych ciał na niebezpieczeństwa pierwszej linii frontu. Od tego mają mięso armatnie.

Czytaj więcej: Moja wojna podjazdowa

koty i kotkiDrugie dno

Znów miałam kłopot z taksówką. Kiedyś już o tym pisałam, że trudno ją zamówić, gdy chce się przewieźć zwierzaka. Pożaliłam się na łamach KOTA, po czym problem zniknął. Dzwoniłam, informowałam, że będę z kotem w kontenerku i już po chwili wygodnie jechałam do mojej ulubionej lecznicy.
Tym razem, a było to parę dni temu, tak łatwo nie poszło. Pani trzymała mnie przy telefonie dobre dziesięć minut, pozwalając wysłuchać kilkunastu monitów do aktualnie wolnych taksówkarzy: - Może weźmiesz pasażerkę z kotem? Po czym dowiedziałam się, że nic z tego, żaden z panów nie ma na to ochoty.
Wyraziłam dezaprobatę, poinformowałam bogu ducha winną dyspozytorkę, że rezygnuję z usług tej korporacji i zadzwoniłam do konkurencji. Taksówka podjechała niemal natychmiast, a że kierowca okazał się niezwykle sympatyczny, wylałam swoje żale na taksówkarską brać, bo bardzo się czułam rozgoryczona uprzednią odmową.

Czytaj więcej: Drugie dno

koty i kotkiPani Joasia pojawiła się w moim życiu za sprawą Puszkina. Wkroczyła w moją monotonną, uregulowaną egzystencję z rozwianym włosem, błyskiem w oku i kontenerkiem do transportu kotów. Wpadła i od razu energicznie wzięła sprawę w swoje ręce.

Puszkin był cudownym kotem, podrzuconym mi na wycieraczkę. Był chodzącą ufnością, mimo paskudnego potraktowania go przez ludzi, przykładem nienagannych manier i niesamowitym gadułą. Opowiadał o wszystkim, co tylko wypatrzył za oknem, co mu się nie podobało i co go zachwyciło. Nie miał do nikogo pretensji. Wszystko wybaczał w mig. Zawsze skory do zabawy i podrywał się jak na sprężynie na odgłos otwierania lodówki. Był też największym kocim cudem, jaki może się trafić właścicielowi tapicerowanych mebli i kosztownych dywanów. Gdy czuł potrzebę naostrzenia sobie pazurków i podrapania czegokolwiek, tak długo zagadywał pod drzwiami, aż mu się je otworzyło. Wtedy wychodził powolutku na wycieraczkę i myk, myk, tarmosił wiklinowy prostokąt, wydając z siebie pomruki zadowolenia. Po czym drąc się w niebogłosy, niczym tenor operowy, wracał do mieszkania w poczuciu prawidłowo załatwionej sprawy.
Pani Joasia znalazła Puszkinowi dom z ogrodem i bielusieńkim owczarkiem podhalańskim do towarzystwa. Podhalańczyk zwariował na punkcie swego gadatliwego kolegi. Pozwala jadać mu ze swojej miski, sypiać na głowie i pętać się między przednimi łapami podczas wyprowadzania opiekunów na spacer.

Czytaj więcej: Pani Joasia

Więcej artykułów…

Serwis Koci Dom powstał z myślą o kotach i zawiera zdjęcia kotów, porady jak opiekować się kotem, różności o kotach. 

Koci Dom - Ważne! Serwis Internetowy Koci Dom nie jest organizacją opieki nad zwierzętami i nie reprezentuje żadnje organizacji!

Koci Dom jest zaprzyjaźniony z Fundacją Canis. Zajrzyj do kącika adopcyjnego Fundacji Canis - może znajdziesz przyjaciela na całe życie.

Jako że Koci Dom nie jest schroniskiem ani organizacją nie ma żadnej możliwości pomocy finansowej, rzeczowej ani przyjmowania zwierząt.

Serwis Koci Dom  prowadzę sama, dlatego też nie mam możliwości zamieszczania ogłoszen o zwierzętach do adopcji.